Opowiadanie <333
Hej :D Na początek mam trochę smutne opowiadanie... Nie jest najlepsze, ale sami oceńcie ;)
Skróty: (t.i)- twoje imię ; (i.ch)- dowolne imię chłopaka
Rozglądam się wokół szpitalnej, białej i ponurej sali. Zastanawiam się czy to wszystko to tylko jeden koszmarny sen? A już za kilka sekund otworzę oczy i będę mogła żyć tak jak dawniej?
Nie, nic już nie jest i nie będzie takie jakie było kiedyś,to smutne... Teraz jedyna myśl jaką mam w głowie to taka że muszę go przeprosić. Nie będę potrafiła spokojnie odejść ze świadomością że On, ostatnia osoba na której mi zależy, którą wciąż kocham każdą minutą życia, każdą częścią ciała i każdą myślą, mnie nie nienawidzi... Ale ma do tego prawo, skrzywdziłam go... Żałuję tego, codziennie gdy się budzę, gdy zasypiam, gdy przegryzam każdy kęs jedzenia, we śnie i na jawie zastanawiam się jak mogłam dopuścić do tego że go straciłam... Ale sama jestem sobie winna, przespałam się z tym Adrianem, bo co bo (i.ch) pracował? Spełniał marzenia dotyczące jego kariery, więc wyjechał w trasę, a mądra ja wskoczyłam do łóżka jakiemuś kolesiowi... Próbowałam się usprawiedliwiać że byłam samotna, że tęskniłam, potrzebowałam go a jego nie było, ale to prowadzi do tego że robię się coraz bardziej żałosna. Zresztą, tak jak całe moje życie w tej chwili. Zostało mi mało czasu... Ostatnie czego pragnę to tego by mi wybaczył, wtedy będę mogła spokojnie odejść....
Nie, nic już nie jest i nie będzie takie jakie było kiedyś,to smutne... Teraz jedyna myśl jaką mam w głowie to taka że muszę go przeprosić. Nie będę potrafiła spokojnie odejść ze świadomością że On, ostatnia osoba na której mi zależy, którą wciąż kocham każdą minutą życia, każdą częścią ciała i każdą myślą, mnie nie nienawidzi... Ale ma do tego prawo, skrzywdziłam go... Żałuję tego, codziennie gdy się budzę, gdy zasypiam, gdy przegryzam każdy kęs jedzenia, we śnie i na jawie zastanawiam się jak mogłam dopuścić do tego że go straciłam... Ale sama jestem sobie winna, przespałam się z tym Adrianem, bo co bo (i.ch) pracował? Spełniał marzenia dotyczące jego kariery, więc wyjechał w trasę, a mądra ja wskoczyłam do łóżka jakiemuś kolesiowi... Próbowałam się usprawiedliwiać że byłam samotna, że tęskniłam, potrzebowałam go a jego nie było, ale to prowadzi do tego że robię się coraz bardziej żałosna. Zresztą, tak jak całe moje życie w tej chwili. Zostało mi mało czasu... Ostatnie czego pragnę to tego by mi wybaczył, wtedy będę mogła spokojnie odejść....
-Cześć- wypowiedziałam po tym jak moje serce omal nie wybuchło, na jego widok! Gdy otwierał drzwi swojego mieszkania na pewno się mnie tu nie spodziewał, co było zresztą widać po jego błękitnych oczach, znałam go tak dobrze że z łatwością odczytywałam jego emocje z tych bajkowych oczu w które kiedyś wpatrywałam się godzinami.
-(t.j)- powiedział moje imię powoli i dość cicho. Zaraz dodał- co ty tu robisz?- Był chyba strasznie zaskoczony ale jego ton głosu wydawał się przyjazny.
-Możemy przez chwilę pogadać?- Spytałam, patrząc mu w te jego cud-miód oczy- proszę- dodałam szybko.Nie odpowiadał, niestety też się nie uśmiechał, a mi tak brakuje, tych jego bielutkich ząbków.- Nie zajmę Ci dużo czasu... - (i.ch) przejechał dłonią po swoich blond włosach zaczynając od czoła i zostawiając rękę przez chwilę na karku.
-Ok, wejdź. -Odpowiedział w końcu i zaprosił mnie gestem ręki , tej samej którą przed chwilą dotykał włosów, do środka. Ściągnęłam fioletowy płaszczyk i czarne kozaki. Po czym usiadła na miękkiej, skórzanej kanapie w salonie.- Napijesz się czegoś?- Zaproponował, ale jak przypuszczam tylko z grzeczności, (i.ch) był najprawdziwszym dżentelmenem.
-Poproszę wodę...- wymamrotałam. Chłopak znikną na chwilkę w kuchni. Był dziś ubrany w czerwone rurki, pamiętam jak je razem kupiliśmy, było wtedy cholernie zimno, padało cały dzień...Miał na sobie też szary podkoszulek widziałam go już w nim kilka razy, ale nie wiem kiedy go kupił. Tak czy inaczej (i.ch) po chwili wrócił i przyniósł mi napój o który prosiłam i usiadł obok mnie, a siadając przypadkowo dotkną dłonią mojej dłoni, przebiegł po moim ciele przyjemny dreszcz. Ale nie skupiłam się nad tym. moją uwagę przykuło zdjęcie na półce za nami. Przedstawiało mnie i (i.ch), przypomniałam sobie kiedy je zrobiliśmy. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi, zostało zrobione Ono 2 lata temu, mieliśmy po 17 lat... Uświadomiłam sobie że skoro wciąż trzyma nasze zdjęcia to może dalej coś do mnie czuje tak jak ja do niego?
Ale przejdźmy do tego co miałam zrobić, zerknęłam w jego oczy które się we mnie wpatrywały może tak trochę jakby z tęsknotą? Sama nie wiem....
Ale przejdźmy do tego co miałam zrobić, zerknęłam w jego oczy które się we mnie wpatrywały może tak trochę jakby z tęsknotą? Sama nie wiem....
-(i.ch) ja przyszłam tu żeby Cię przeprosić-zaczęłam- Wiem że Cię zraniłam i uwierz mi że nie chciałam tego.- Zatrzymałam się próbując odczytać jakieś emocje z jego przystojnej twarzy- przepraszam- wyszeptałam... - Wybacz mi i będę mogła spokojnie odejść-kontynuowałam wciąż patrząc mu w oczy.- Wybacz (i.ch) mam już mało czasu... Ale zrobię wszystko żebyś mi przebaczył. -Ostatnie zdanie powiedziałam zdecydowanym głosem w porównaniu z poprzednimi które wypowiadałam tak jakoś niepewnie. Ucichłam na chwilę, spuściłam wzrok i zaczęłam analizować w głowie to co mu przed chwilą powiedziałam. Wzięłam łyk wody.
-(t.i) nie musisz mnie przepraszać...- Delikatnie się uśmiechną, znów utopiłam wzrok w jego oczach. - Ja i tak Ci już wszystko dawno wybaczyłem... tylko, potrzebowałem czasu...- Poczułam ogromną ulgę... W tej chwili nic się nie liczyło jak to że mi wybaczył...
-Naprawdę?!- Uśmiechnęłam się-Nie masz pojęcia ile do dla mnie znaczy. - Chciałam rzucić mu się na szyję, przytulić i nigdy nie puścić. Powiedziałam jednak tylko- Dziękuję- I jeszcze chyb nie potrzebnie dodałam- Teraz kiedy zbliża się koniec, będę odchodzić spokojna...- (i.ch) chciał chyba coś odpowiedzieć ale przerwał mu dzwonek do drzwi.
-Sprawdzę kto to.- Wypowiedział i wyszedł z salonu. Za kilka sekund usłyszałam głos Miłosza, jest to najlepszy przyjaciel (i.ch). Przywitali się. Nie chciałam stawiać (i.ch) w niezręcznej sytuacji, więc podniosłam się z kanapy ubrałam buty, zabrałam płaszcz i założyłam go na siebie po czym zaczęłam kierować się ku wyjściu.
-Oooo, hej (t.i)- Powiedział zaskoczony ale i szczęśliwy Miłosz. - Dobrze Cię widzieć. Wszystkim nam Cię strasznie brakuje. -Przywitałam się z nim, obdarzyłam go szczerym uśmiechem i przytuliłam go. Jak zawsze w genialnym nastroju chłopak udała się do salonu, a ja i (i.ch) zostaliśmy przy drzwiach sami...
-Nie idź jeszcze...- Powiedział niepewnie
-Nie chcę wam przeszkadzać,Załatwiłam już to co miałam załatwić więc...- uśmiechnęłam się- żegnaj (i.ch)-Popatrzyłam ostatni raz w jego jasne oczy, ułożone w artystycznym nieładzie włosy, ten jego delikatny uśmiech...On nie wiedział że widzi mnie po raz ostatni, nie mógł wiedzieć...
-Do zobaczenia- powiedział.....
Kontynuacja z punktu widzenia (i.ch) ;P
Szczerze to nie spodziewałem się że to się tak potoczy-pomyślałem patrząc na (t.i)- Wiedziałem że znów się spotkamy ale nie wiedziałem kiedy... Zacząłem rozmyślać nad tym co mi powiedziała 2 minuty temu. Kiedy zobaczyłem jak jednocześnie otwierając drzwi... upada. Wysunąłem dłonie ku niej by ją złapać, ale nie zdążyłem. Zacząłem się martwić... Szybko uklęknąłem koło niej i zawołałem do Miłosza :
-Dzwoń po karetkę, pospiesz się! - Chłopak w natychmiastowym tempie znalazł się tuż za mną......
Punkt widzenia (t.i)
Powoli otworzyłam oczy, rozejrzałam się dookoła. tak jak się spodziewała, smutne białe ściany... Przekręciłam głowę w drugą stronę... I doszłam do wniosku że albo dali mi za dużo leków i mam omamy albo obok na zapewne nie za wygodnym krześle śpi (i.ch). Uśmiechnęłam się... Zaczęłam sobie przypominać że kiedy straciłam przytomność wychodziłam od niego z domu...Podniosłam się do pozycji siedzącej na łóżku. I przez przypadek strąciłam wodę leżącą na szafce obok... -Ups...-wyszeptałam, tak jak myślałam obudziłam (i.ch), Otworzył szybko oczy i się uśmiechną do mnie. Ja odwzajemniłam uśmiech.
-Hej (t.i)- Odezwał się
-Co ty tutaj robisz?-Spytałam (i.ch), wciąż nie do końca wierzyłam że tu jest, po tym co mu zrobiłam...
-Jak to co?- Zaśmiał się-Czekam aż się obudzisz - Powiedział
-Ale dlaczego?
- No bo się martwiłem...-Zmniejszył odległość między nami.
- Martwiłeś się o mnie?-Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę...
-Tak, i zawszę będę się martwił-Wyszeptał uśmiechając się -Pójdę po lekarza.-wstał i podszedł do drzwi.Przyglądałam mu się.
-(i.ch)- Zatrzymałam go. Natychmiast odwrócił się w moim kierunku.-Dziękuję- Chciało mi się płakać. Z trudem powstrzymałam łzy.
-Nie musisz dziękować- Chciał już wyjść, więc szybko dodałam:
-Muszę, pomogłeś mi i jesteś tutaj przy mnie a przecież ten czas mógłbyś poświęcić dla siebie, I w ogóle dziwię się że tu jesteś po tym wszystkim co Ci kiedyś zrobiłam...- Po moim policzku spłynęła łza.(i.ch) podszedł do mnie i szybko ją otarł. gładząc mnie po policzku...
-Nie chce mówić o tym co było kiedyś-wyszeptał.-Ważne jest to co jest teraz i to co będzie.
-A co będzie?-Spytałam nie pewnie
-Mam nadzieje że znów będzie tak jak dawniej...-Uśmiechną się, pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Teraz to się rozkleiłam, po raz pierwszy chyba zrobiło mi się smutno z powodu tej całej choroby przez którą miałam umrzeć...Do tej pory cieszyłam się że to koniec ale teraz nie wiem czy moja zdanie się przypadkiem nie zmieniło w tej sprawie. Otarłam łzy z policzka. Do głowy przyszła mi pewna myśl... A co jeśli (i.ch) chce do mnie wrócić tylko z litości?
Teraz to się rozkleiłam, po raz pierwszy chyba zrobiło mi się smutno z powodu tej całej choroby przez którą miałam umrzeć...Do tej pory cieszyłam się że to koniec ale teraz nie wiem czy moja zdanie się przypadkiem nie zmieniło w tej sprawie. Otarłam łzy z policzka. Do głowy przyszła mi pewna myśl... A co jeśli (i.ch) chce do mnie wrócić tylko z litości?
-Dziękuję panu-Uśmiechnęłam się do lekarza który właśnie opuszczał moją salę. Odwzajemnił uśmiech i wyszedł. Zostałam sama z (i.ch). -Chyba musimy pogadać...- Powiedziałam ze smutkiem w głosie.
-Ok-Obdarzył mnie uśmiechem i usiadł przy mnie.
- Wiesz że nie musisz tu być...-Zaczęłam- Ja sobie poradzę...
-Ale chce tu być-Przewał mi- (t.i) ja... -Spuścił wzrok- ja cię dalej kocham...-Powiedział ściszonym głosem. No teraz to się rozryczałam jak dziecko...
-Ej, (t.i) nie płacz..- Przyciągną mnie bliżej siebie, wtuliłam się w jego klatę. Trwaliśmy tak kilka minut. Ja:Głośno płakałam On: Głaskał mnie po włosach i mocno przytulił. Przez chwilę poczułam się bezpieczna. Od dawna się tak nie czułam. W końcu odsunęłam się od nie go. Otarł moje policzki...
-(i.ch), muszę Ci coś powiedzieć...-powiedziałam nie pewnie...-Bo widzisz, ja...ja mam raka....-Z moich oczu spływały pojedyncze łzy, ale (i.ch) nie pozwalał im spłynąć na duł.
-Cokolwiek by to nie było, przejdziemy przez to razem-Wyszeptał. uśmiechnął się.
-Nie....-Pokręciłam głową-Ty nic nie rozumiesz- wypowiedziałam wciąż szlochając.- To koniec, Są bardzo nikłe szanse że przeżyje....-Patrzyłam mu głęboko w oczy. Posmutniał nagle. Zauważyłam że w jego oczach pojawiła się rozpacz. Naprawdę zrobiło mu się przykro.
-(t.i) ty nie możesz odejść. Nie możesz mnie zostawić... Nie teraz...-Wpatrywaliśmy się w siebie, to dość dziwne uczucie... Całe moje życie w kilku sekundach obróciło się o 180 stopni. Przedtem chciałam umrzeć teraz nie chce, przedtem nie miałam dla kogo żyć a teraz mam...
Za kilka dni mój stan zdrowia się poprawił, wyszłam ze szpitala. (i.ch) poprosił mnie żebym z nim zamieszkał, bo będzie się czuł bezpieczniej, no a ja się oczywiście zgodziłam się.... Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się teraz działo. (i.ch) chciał ze mną być, chciał się mną zaopiekować, a ja przecież go tak skrzywdziłam. Ale On o tym zapomniał, z jego zachowania wynikało że dalej mu na mnie zależy, wynikało że wciąż mnie kocha... Często odwiedzał mnie Miłosz i jeszcze kilku naszych wspólnych znajomych. Byłam naprawdę szczęśliwa. Nadrabialiśmy z (i.ch) cały stracony czas. Wszystko z koszmaru przemieniło się w bajkę, piękną bajkę. Ale nie trwało to za długo za kilka tygodni znów otaczały mnie szare szpitalne ściany. Było ze mną coraz gorzej. Włosy mi zaczęły wypadać, moja skóra z dnia na dzień straciła blask, z dnia na dzień nie wyglądałam 2 razy lepiej, było w prost odwrotnie. Wtedy byłam już pewna że to koniec... Lekarze przenieśli mnie na odział intensywnej terapij. (i.ch) mógł przy mnie być tylko o wyznaczonych godzinach. No i kiedy był to... na kilka chwil mogłam zapomnieć o chorobie, o tym że wyglądam tak jak wyglądam. Wtedy liczyliśmy się tylko my... No a kiedy go nie było, albo miałam serie jakiś badań albo wylewałam tysiące łez w poduszkę. Było źle, naprawdę źle. Starałam się być silna, bo miałam dla kogo być sina, ale nie zawsze potrafiłam ta choroba wyżerała mnie od środka. Lekarze nie dawali mi więcej niż 2 miesiące...
Nie rozumiem, świat jest taki nie sprawiedliwy, w końcu byłam szczęśliwa i co? miałam odejść? Starałam się walczyć, oboje z (i.ch) walczyliśmy do samego końca...
Po pewnym czasie nie miałam już nadziej, ale nie bałam się. Do puki (i.ch) ze mną był nic się nie liczyło tylko my dwoje. Gdy byliśmy razem to tak jakby było mi lepiej, ale kiedy zbliżała się noc...
I tu historia, dobiega końca... 23 marca i jestem już na drugiej stronie świata. Czy jest mi tu lepiej? Nie wiem... Często przypominam sobie chwile których już nigdy nie przeżyje. Przypominam sobie tan ostatni dzień kiedy byliśmy razem, odeszłam szczęśliwa bo on przy mnie był. Pod koniec pocałował mnie i wyszeptał że zawsze będzie mnie kochała, że byłam, jestem i będę dla niego najważniejsza.Czułam jak jego łzy spływają na moją dłoń. Mogłam odejść w spokoju, uśmiechnięta, trzymając go za rękę....
Końcówka mi bez sensu wyszła.... No ale trudno. -Brunetka ;*
Za kilka dni mój stan zdrowia się poprawił, wyszłam ze szpitala. (i.ch) poprosił mnie żebym z nim zamieszkał, bo będzie się czuł bezpieczniej, no a ja się oczywiście zgodziłam się.... Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się teraz działo. (i.ch) chciał ze mną być, chciał się mną zaopiekować, a ja przecież go tak skrzywdziłam. Ale On o tym zapomniał, z jego zachowania wynikało że dalej mu na mnie zależy, wynikało że wciąż mnie kocha... Często odwiedzał mnie Miłosz i jeszcze kilku naszych wspólnych znajomych. Byłam naprawdę szczęśliwa. Nadrabialiśmy z (i.ch) cały stracony czas. Wszystko z koszmaru przemieniło się w bajkę, piękną bajkę. Ale nie trwało to za długo za kilka tygodni znów otaczały mnie szare szpitalne ściany. Było ze mną coraz gorzej. Włosy mi zaczęły wypadać, moja skóra z dnia na dzień straciła blask, z dnia na dzień nie wyglądałam 2 razy lepiej, było w prost odwrotnie. Wtedy byłam już pewna że to koniec... Lekarze przenieśli mnie na odział intensywnej terapij. (i.ch) mógł przy mnie być tylko o wyznaczonych godzinach. No i kiedy był to... na kilka chwil mogłam zapomnieć o chorobie, o tym że wyglądam tak jak wyglądam. Wtedy liczyliśmy się tylko my... No a kiedy go nie było, albo miałam serie jakiś badań albo wylewałam tysiące łez w poduszkę. Było źle, naprawdę źle. Starałam się być silna, bo miałam dla kogo być sina, ale nie zawsze potrafiłam ta choroba wyżerała mnie od środka. Lekarze nie dawali mi więcej niż 2 miesiące...
Nie rozumiem, świat jest taki nie sprawiedliwy, w końcu byłam szczęśliwa i co? miałam odejść? Starałam się walczyć, oboje z (i.ch) walczyliśmy do samego końca...
Po pewnym czasie nie miałam już nadziej, ale nie bałam się. Do puki (i.ch) ze mną był nic się nie liczyło tylko my dwoje. Gdy byliśmy razem to tak jakby było mi lepiej, ale kiedy zbliżała się noc...
I tu historia, dobiega końca... 23 marca i jestem już na drugiej stronie świata. Czy jest mi tu lepiej? Nie wiem... Często przypominam sobie chwile których już nigdy nie przeżyje. Przypominam sobie tan ostatni dzień kiedy byliśmy razem, odeszłam szczęśliwa bo on przy mnie był. Pod koniec pocałował mnie i wyszeptał że zawsze będzie mnie kochała, że byłam, jestem i będę dla niego najważniejsza.Czułam jak jego łzy spływają na moją dłoń. Mogłam odejść w spokoju, uśmiechnięta, trzymając go za rękę....
Końcówka mi bez sensu wyszła.... No ale trudno. -Brunetka ;*